Planowanie to podstawa

Pomimo, że jesteśmy jednym z największych studiów na południu Polski, zdarza nam się pracować przy dużych a nawet bardzo dużych sesjach wyjazdowych. Najlepszym tego przykładem jest ostatnio realizowana przez nas sesja dla marki odzieżowej Furelle – pracowała przy niej prawie 30 osobowa ekipa.

Zaczynając od początku, na około 1,5 tygodnia przed terminem sesji zadzwoniła do nas koordynatorka całego projektu. Na początku wszystko wskazywało na to, że będzie to normalna sesja bez żadnych specjalnych udziwnień. W miarę, jak rozmowy posuwały się coraz dalej jej normalność stawała się coraz bardziej dyskusyjna. Okazało się, że w planie jest 16 stylizacji w 16 różnych lokalizacjach na terenie centrum handlowego Silesia City Center, a czas w jakim mamy wykonać te zdjęcia to jedna noc, czyli ok. 12 godzin.

Pierwsza myśl jak nam przyszła do głowy po rozmowie z Izą (właścicielką i twórczynią marki Furelle) to SZALEŃSTWO. Jednak po chwili zaświeciła się lampka WYZWANIE!!! i myśl, że musimy w tym uczestniczyć i zrobić to najlepiej jak tylko potrafimy, pomimo zabójczego tempa.

Pozostało dogadać tylko wszystkie szczegóły i jak najdokładniej zaplanować ten fotograficzny sprint. Dwa dni po telefonie byliśmy na terenie Silesii, żeby zobaczyć większość miejsc w których mieliśmy fotografować, zapoznać się ze stylizacjami i wstępnie ustalić kadry, które będą idealne do potrzeb klienta. W sumie przed sesją byliśmy tam cztery czy pięć razy. Potrzebna była nawet wizyta z zaprzyjaźnionym elektrykiem w celu sprawdzenia, czy zabezpieczania sieci wytrzymają czy będziemy zmuszeni targać na sesję generatory – okazało się, że nawet przy maksymalnej planowanej mocy bezpieczniki będą dawały radę.

Do terminu sesji prawie wszystkie sprawy były zapięte na ostatni guzik, jedyną niewiadomą było to, czy zmieścimy się czasowo w wyznaczonym scenariuszu zdarzeń. W dniu „0” o godzinie 18 na miejsce zbiórki zjechała się cała ekipa – modelka, dublerka, wizażystka, stylistka, klient, doradcy klienta, ekipa od kręcenia backstagu, fotograf który uwieczniał jak uwija się cała ekipa i oczywiście nasza, czteroosobowa załoga w składzie: fotograf i trzech technicznych.

Od samego początku cała ekipa pracowała na najwyższych obrotach. Jednocześnie ustawiane były dwa sety oświetleniowe – pierwszy w miejscu gdzie był fotograf z modelką i odbywały się właściwe zdjęcia, drugi w kolejnej lokacji, żeby zaraz po skończeniu i dotarciu na miejsce można było szybko dograć ustawienie świateł z dublerką, w czasie przygotowywania przez stylistkę i wizażystkę modelki głównej. W takim właśnie rytmie pracowaliśmy do końca. W trakcie całej sesji wszystkich prześladowało widmo czasu, przez które start był tak ostry, że po drugiej lokalizacji mieliśmy przymusową godzinną przerwę. Wynikła ona z konieczności trzymania się scenariusza działań, który był ustawiony co do minuty i nie było możliwości przechodzenia do następnej lokalizacji przed ustalonym wcześniej czasem. Po przerwie wszyscy wrócili do pracy z takim samym zapałem i wszystko szło gładko.

Początkowo obawialiśmy się tak dużej ekipy, która nie pracowała wcześniej wspólnie. Jednak wszyscy okazali się profesjonalistami i obawy, że będziemy sobie wchodzić w drogę, że za dużo osób będzie chciało ingerować w pracę fotografa, okazały się całkowicie bezzasadne. Szczególnie wysokim profesjonalizmem wykazała się modelka (Monika), z którą komunikacja była wyjątkowo łatwa i obustronnie jasna, nawet w momencie gdy fotograf musiał komunikować się z nią na migi bo dzieliła ich szyba. Duża część sukcesu w wypadku takiej realizacji leży w ludziach przy niej pracujących. Mieliśmy szczęście – takiej ekipy tylko ze świecą szukać. Pomimo trudnego zadania panowała sympatyczna atmosfera, nikt nie był nazbyt spięty i często sypały się żarty które dodatkowo umilały pracę.

Zdjęcia posuwały się naprzód w zadowalającym tempie, nie spotkały nas żadne przygody, które opóźniłyby zakończenie. Prawie wszystko poszło zgodnie z planem, prócz jednego lokalu, który był zamknięty na głucho. Poczekaliśmy chwilę, ale nikt się nie stawił na ustaloną godzinę więc ruszyliśmy dalej.

Całą akcję zakończyliśmy około godziny 3 w nocy (niektórzy twierdzą, że to już jest nad ranem) wszyscy się pożegnali i rozeszli w swoją stronę, prócz nas oczywiście. Nam pozostało poskładanie całego sprzętu, co wiązało się z kilkukrotnym przejściem pokaźnego centrum handlowego. W okolicach godziny 4 jeszcze zadzwoniliśmy do klienta, bo nie wiedzieliśmy co zrobić z wózkami, które przeznaczone były do transportu – w słuchawce usłyszeliśmy zdziwioną Izę „To wy tam jeszcze jesteście?” Po niemalże dwóch godzinach od momentu, kiedy wszyscy się rozeszli, spakowaliśmy się wreszcie do samochodów i pojechaliśmy, pozostało tylko jeszcze wyciągnąć sprzęt z samochodów do studia. Dopiero koło godziny 5 byliśmy w drodze do domu.

Najważniejszą nauką, jaką wynieśliśmy z tej sesji jest to, że dokładne zaplanowanie jest najważniejsze, a drugą co do ważności rzeczą jest skompletowanie ekipy, z którą będzie się dobrze pracować, pomimo tempa i zmęczenia, które zawsze przychodzi.

Michał

zdjęcia: Andrzej Jarek


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

4 + = sześć

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>